Jak oszczędzić na weselu?

Widziałyście film „Moje wielkie greckie wesele”? W oryginalnym tytule to wesele jest jeszcze tłuste („My Big Fat Greek Wedding”). Ale w porównaniu do polskich wesel, greckie imprezy są całkiem chudziutkie. U nas po prostu musi być z pompą: dwa kredyty, ale potem stoły zawalone jedzeniem, które zostaje, bo jest go za dużo, albo jest niesmaczne, ponieważ zamiast w jakość poszliśmy w ilość. Ale gdyby była tylko jedna przystawka, co by powiedziała ciocia Gienia i sąsiad Waldek, który po prostu musi zjeść trzy ciepłe posiłki jednego wieczora itp. itd. I o ile, dawno temu „zastaw się” było przekazywaną z pokolenia na pokolenie tradycją, dzisiaj jest to tradycja podtrzymywaną i dobrze odżywianą przede wszystkim przez weselny biznes. Właśnie z tego powodu, warto przyjrzeć się wszystkim weselnym „musom” (musi być limuzyna, musi być kurs pierwszego tańca, musi być makijażystka, bo sama się tak ładnie nie umalujesz i w ogóle nie wypada).

W Stanach Zjednoczonych, gdzie według portalu branżowego „Sprzedawaj więcej wesel” (!), co roku na śluby i wesela wydaje się ponad 70 miliardów dol., te weselne „musy”, pod lupę wzięła Rebecca Mead, autorka książki „One Perfect Day: The Selling of American Wedding” („Jeden idealny dzień: sprzedaż amerykańskiego wesela”). To świetna książka dla przyszłych panien i panów młodych. Pozwala się odstresować i nabrać dystansu do tego, co według rodziny i znajomych trzeba mieć na weselu. Bo naprawdę nie trzeba. Jedyne co trzeba, to tak zorganizować ten dzień, żeby czuć się sobą.

One Perfect Day

Ale właśnie tutaj, według Rebecci Mead, zaczynają się schody. Bo wszystkie firmy związane z branżą ślubną starają się, żebyś myślała, że tego dnia musisz być kimś innym. Na przykład księżczniką ubraną jak skrzyżowanie Barbie z damą dworu. A co najważniejsze, ubraną w produkty tychże firm. I teraz najlepsze: w Stanach jednym z największym graczy w weselnym biznesie jest Disney. Tak, ten sam Disney, który od dziecka karmi nas bajkami o królewnach obudzonych przez królewiczów z bajki, kiedy dorośniemy, pomaga nam ubrać się jak królewny w swoim sklepie! (Do wyboru np. look a la Bella z „Pięknej i bestii” albo Jasmine z „Alladyna”.) Motto Disney Bridals brzmi: „Chcemy pomóc każdej pannie młodej w odnalezieniu jej wewnętrznej księżniczki”. Hmm, ciekawe czemu Disney nie produkuje królewiczów w jakiejś fabryce w Chinach. Byłoby mniej singielek, a sprzedaż sukni ślubnych rosłaby w nieskończoność.

Księżniczki Dinseya

Rebecca Mead zastanawia się też nad inną sprawą: skąd wzięła się liczba 30 tys. dol., którą wszyscy podają jako koszt przeciętnego (czytaj taniego) wesela w USA. U nas najczęściej pisze się, że ślub i wesele kosztują ok. 30 tys. zł. Otóż, według Mead, ta metka z ceną jest stale promowana przez weselne firmy. Tak żeby panny młode myślałay, że tyle muszą wydać i koniec. I nie zastanawiały się, jak oszczędzić na weselu. I czy na prawdę potrzebnych jest dwóch fotografów i prezenty dla gości na koniec imprezy. „Panny młode o tym nie myślą. Są jak spełnienie marzeń każdego marketingowca” – przynał Mead jeden z jej rozmówców, organizator wesel.

Nie chodzi mi o to, żeby nie robić wesela albo ograniczyć wesele do mini kolacji w M3. Ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcesz w ten dzień czuć się wyjątkowo, ale być wierną sobie i swojemu stylowi, czy chcesz stać się białą królewną, w którą najchętniej zamieniłby cię ślubno-weselny przemysł?

Do tego w sukni „made in China”. Mead odwiedziła fabryki, w których szyje się ślubne kreacje. Życie szwaczek nie ma nic wspólnego z cukierkowym światem Disneya.

One Perect Day - twarda okladka

Rebecca Mead, One Perfect Day. Książkę można kupić na Amazonie (przecena – tylko 6 dol.).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...